Blog

Dlaczego zapach "czystości" nie jest uniwersalny?

Jest taki eksperyment, który można przeprowadzić bez laboratorium. Wystarczy powąchać kostkę Dove i zapytać kilka osób, z czym im się kojarzy.

Jedna powie: świeżość.

Druga: niemowlę.

Trzecia: łazienka u babci.

Czwarta: apteka.

Piąta wzruszy ramionami i stwierdzi, że to po prostu mydło.

I wszystkie będą miały rację.

Bo zapach czystości nie jest czymś obiektywnym. Truskawka pachnie truskawką. Kawa pachnie kawą. Róża pachnie różą. Natomiast czystość nie ma własnego aromatu. Nie można jej powąchać jak owocu czy kwiatu. To pojęcie, któremu przypisujemy zapachy poznane przez całe życie.

W Polsce czystość pachnie zwykle pudrowo i kremowo. Trochę jak krem Nivea. Trochę jak kosmetyki dla niemowląt. Trochę jak świeżo wyprane ręczniki. A dla wielu osób również jak niebieski Lenor.

Nie dlatego, że tak pachnie sama czystość.

Po prostu właśnie takie aromaty przez dekady towarzyszyły mydłom, proszkom do prania, płynom do płukania i kosmetykom pielęgnacyjnym. Mózg połączył kropki.

Pachnie jak rzeczy, których używa się do mycia = jest czysto.

Ale wystarczy wyjechać kawałek dalej.

W Turcji dużą rolę odgrywa cytrynowa kolonya – alkoholowa woda zapachowa, którą tradycyjnie polewa się dłonie gości przy wejściu do domu. Dla wielu Turków jej świeży, cytrusowy aromat jest silnie związany z higieną, porządkiem i gościnnością.

W krajach Zatoki Perskiej czystość może kojarzyć się z piżmem, wodą różaną albo oudem. Dla części Europejczyków takie zapachy wydają się ciężkie lub wieczorowe. Tymczasem dla milionów ludzi są naturalnym elementem codziennej pielęgnacji.

W Japonii świeżość często oznacza coś odwrotnego niż w Europie. Im subtelniej, tym lepiej. Delikatne cytrusy, zielona herbata, lekkość, a czasem niemal całkowity brak zapachu.

W Indiach z kolei z czystością bywają kojarzone nuty jaśminu, róży, sandałowca czy wetiweru – aromaty obecne zarówno w codziennym życiu, jak i w tradycjach religijnych.

Nagle okazuje się, że to, co dla jednej osoby jest świeże i czyste, dla innej może pachnieć dziwnie, staromodnie albo wręcz zbyt intensywnie.

Jedno słowo. Wiele różnych światów.

Co ciekawe, jeszcze sto lat temu wiele osób mogłoby odpowiedzieć na pytanie o zapach czystości zupełnie inaczej niż dziś.

Przez większą część historii Europy pachnące kosmetyki były luksusem. Czystość oznaczała raczej brak nieprzyjemnych zapachów niż obecność konkretnego aromatu. Dopiero rozwój przemysłu kosmetycznego i detergentowego zaczął tworzyć charakterystyczne kompozycje zapachowe, które dziś automatycznie odczytujemy jako świeżość.

I tu dochodzimy do najciekawszej części.

Kiedy ktoś mówi, że jakiś kosmetyk pachnie „czysto”, często wcale nie opisuje zapachu.

Opisuje wspomnienie.

Łazienkę z dzieciństwa.

Ręczniki suszące się na balkonie.

Krem używany przez mamę.

Płyn do płukania kupowany od lat przez tę samą osobę.

Mózg uwielbia takie skróty.

Dlatego zapach Dove dla jednych oznacza świeżość, dla innych krem dla niemowląt, a dla jeszcze innych aptekę. Każda z tych interpretacji jest prawdziwa, bo każda powstała z innego zestawu doświadczeń.

Być może więc czystość wcale nie pachnie mydłem.

Czystość nie pachnie jednym zapachem.

Czasem pachnie jak ręcznik z dzieciństwa, piżama po praniu i dom, w którym właśnie schło pranie.

Dla jednej osoby będzie to świeżo wyprana pościel, dla drugiej łazienka u babci, dla trzeciej coś zupełnie obcego.

Bo kiedy mówimy „pachnie czysto”, często mówimy też: znam to miejsce. Znam ten porządek. Wiem, co mam czuć.

A potem wystarczy jeden ręcznik, jedna łazienka, jeden zapach mijany przypadkiem w sklepie — i cały ten prywatny porządek wraca, jakby ktoś otworzył szufladę, o której dawno nie było mowy.