Blog

Kolacja, zanim zrobi się całkiem ciemno

Pieczone warzywa, kromka chleba i kuchnia, w której po południu znów zapala się lampę. O prostym jedzeniu na październikowe wieczory — z przepisem, który zostawia trochę swobody.

W październiku kolacja zaczyna się czasem jeszcze przy świetle dziennym, a kończy już przy lampie. Wystarczy obieranie kilku ziemniaków, rozmowa przez telefon i szukanie naczynia, które ktoś wsunął za głęboko do szafki. Kiedy podnosimy głowę, w szybie widać przede wszystkim kuchnię.

Na krześle wisi sweter. Chleb został w papierze, choć miał trafić do chlebaka. Jest ochota na coś ciepłego, ale niekoniecznie na gotowanie z trzema garnkami i listą zakupów dłuższą niż sam przepis. W takie dni dobrze wraca się do pieczonych warzyw. Można je przygotować z tego, co już jest w domu, a czas, który spędzą w piekarniku, wykorzystać na coś innego.

Jesień mieści się w zwykłej blasze

Marchew, buraki, ziemniaki, cebula. Przy zakupach łatwo potraktować je jak tło: będą do zupy, do obiadu, na wszelki wypadek. Tymczasem pokrojone, wymieszane z olejem i upieczone potrafią wystarczyć za środek kolacji. Marchew robi się słodsza, brzegi ziemniaków rumienią się, cebula mięknie i przykleja do dna naczynia. Właśnie te kawałki zwykle znikają pierwsze.

Nie wszystko musi jednak trafić do piekarnika naraz. Burak pokrojony w duży kawałek potrzebuje więcej czasu niż cienki plaster cebuli. Warto kroić twardsze warzywa drobniej, a cebulę dołożyć później. I zostawić trochę miejsca między kawałkami. Blacha wypełniona po brzegi daje więcej pary i mniej rumianych brzegów.

Październikowe gotowanie ma w sobie coś znajomego. Cięższa torba z zakupami, ziemia na skórce, nóż stukający o deskę. Bez wielkich przygotowań kuchnia zaczyna pachnieć obiadem, nawet jeśli za oknem zdążyła już zapaść noc.

Pieczone ziemniaki, marchew, buraki i cebula podane z chlebem i sosem jogurtowym

Pieczone warzywa na dwie spokojne kolacje

To propozycja dla dwóch osób, z możliwością zostawienia porcji na następny dzień. Ilości są orientacyjne — wielkość warzyw i apetyt mają tu więcej do powiedzenia niż waga kuchenna.

  • 4 średnie ziemniaki,
  • 3 marchewki,
  • 2 niewielkie buraki,
  • 1 duża cebula,
  • 2–3 łyżki oleju lub oliwy,
  • tymianek albo majeranek, sól i pieprz,
  • do podania: chleb, jogurt naturalny i coś kwaśnego — ogórek kiszony lub odrobina soku z cytryny.
  1. Rozgrzej piekarnik do 200°C, grzanie góra–dół. Umyj warzywa. Obierz te, które tego potrzebują.
  2. Buraki pokrój w niewielkie kawałki, ziemniaki w łódeczki, marchew w grubsze słupki. Wymieszaj z olejem, ziołami, solą i pieprzem. Rozłóż w jednej warstwie na dużej blasze. Jeśli jest ciasno, użyj dwóch.
  3. Piecz około 20 minut, następnie dołóż cebulę pokrojoną w grube piórka i wymieszaj. Piecz jeszcze około 25–35 minut. Sprawdź widelcem przede wszystkim buraki i ziemniaki — czas zależy od wielkości kawałków i piekarnika.
  4. Jogurt dopraw szczyptą soli, pieprzem i sokiem z cytryny. Jeśli lubisz, dodaj trochę czosnku. Podaj obok warzyw, z chlebem i ogórkiem kiszonym.

Buraki najlepiej położyć z jednej strony blachy, jeśli chcesz zachować kolory pozostałych warzyw. Gdy wszystko zrobi się różowe, kolacja nadal będzie dobra. Po prostu mniej podobna do zdjęcia.

Coś miękkiego, coś chrupiącego, coś kwaśnego

Pieczone warzywa bywają słodkie i miękkie. Dlatego dobrze mieć na talerzu także coś, co zmienia smak i fakturę: kiszony ogórek, kwaśny sos, skórkę chleba. Nie trzeba do tego osobnej sałatki z dziesięciu składników.

Jeśli w szafce stoi pasta sezamowa, można zrobić drugi sos: rozmieszać łyżkę tahini z sokiem z cytryny i stopniowo dolewaną wodą, a potem doprawić. Na początku mieszanina może zgęstnieć; kolejne niewielkie porcje wody pozwolą ją rozprowadzić. Z tahini sos będzie miał sezamowy smak, z jogurtem — bardziej kwaśny i łagodny. Wybierz ten, na który masz ochotę i składniki.

Gdy ma to być większy posiłek, obok można podać ciecierzycę, fasolę albo jajko. Sam przepis jest punktem wyjścia. W lodówce został kawałek korzenia pietruszki? Może dołączyć do marchewki. Nie ma buraków? Nie trzeba wychodzić po nie specjalnie.

Jutro nie trzeba zaczynać od zera

Porcję na kolejny dzień odłóż, ostudź bez wielogodzinnego pozostawiania na stole i schowaj do lodówki w zamkniętym pojemniku. Sos przechowuj osobno. Następnego dnia warzywa można podgrzać i zjeść tak samo albo pokroić drobniej i położyć na grzance.

Dobra jest też ciepła miska: trochę kaszy, pieczone warzywa, fasola i łyżka sosu. Resztka kolacji przestaje wtedy wyglądać jak resztka, a zaczyna być gotowym planem na obiad. To całkiem przyjemne odkrycie w środku dnia, kiedy nie ma czasu zastanawiać się od początku, co ugotować.

Przy kuchennym stole

Są wieczory, kiedy chce się wyjść, i takie, kiedy największą ulgę przynosi przekręcenie klucza w drzwiach. Torbę stawia się na podłodze. Wodę na herbatę — dopiero później. Najpierw coś ciepłego do zjedzenia.

Kuchenny stół zna takie kolacje. Na jego drugim końcu mogą leżeć rachunki, ładowarka i książka otwarta od kilku dni na tej samej stronie. Wystarczy odsunąć je na tyle, żeby postawić talerz. Jesienny wieczór nie zawsze będzie wyglądał jak fotografia, ale może mieć jej najważniejszą część: jedzenie, na które właśnie miało się ochotę.

A potem zostaje jeszcze kawałek chleba do wytarcia sosu. Za oknem już ciemno.

Marta